Kiedy to już było..

Aktualności

2011-03-03

 

Dwa tygodnie przerwy międzysemestralnej minęły naprawdę szybko, a właściwie za szybko. Na szczęście nie spędziliśmy ich tylko na graniu na komputerze, czy oglądaniu telewizji. Diakon Wojtek ku naszej uciesze zorganizował czterodniowy wypad w góry.
W czwartek 3 lutego, cała nasza ośmioosobowa grupa (Ola czekała już na nas w górach) wyruszyła trzema dosyć obciążonymi samochodami w stronę Rzepisk. Jest to niewielka miejscowość leżąca nieopodal Jurgowa. Z naszego ośrodka, który nosił dumną nazwę Stajenka, mieliśmy cudowny widok na Tatry. Po sąsiedzku z naszym miejscem noclegowym znajdował się niewielki stok narciarski, obsługiwany przez miejscowych, sympatycznych górali (jeden z nich drugiego dnia użyczył mi, Oli i Sandrze trąbki, do kibicowania zjeżdżającym na stoku).
Pierwszego dnia, podobnie jak w kolejne, o godzinie 18 uczestniczyliśmy w Mszy świętej. Potem wraz z Sandrą i Panią Ireną Zgudą, z racji że narty czy deska są dla nas czarną magią (chociaż jak się potem okazało Sandra radzi sobie bardzo dobrze z nartami), poszłyśmy na spacer. Natomiast reszta ekipy, Ola, Rafał, Adam, Szymon, Mateusz, Paweł, Adrian i brat diakona Krzysiek, wybrali się na podbijanie stoku w Czarnej Górze. Co się tam działo, tego nie wiem, ale wszyscy wrócili radośni niczym skowronki, no i zmęczeni oczywiście. Tego dnia zagraliśmy jeszcze w mafię, jak dobrze pamiętam i chyba nikomu nie chciało się spać.
Natalia Plichta
Dzień drugi rozpoczynamy niezbyt wcześnie, bo przecież ferie, modlitwą, a następnie śniadankiem. Potem chwilka czasu wolnego, aby nacieszyć się piłkarzy kami, ping-pongiem, a potem na stok. Wraz z Olą i Sandrą postanowiłyśmy, że będziemy tylko dopingować jeżdżących na desce czy na nartach. Tutaj trzeba zaznaczyć, ze Rafał i Adrian, którzy pierwszy raz zetknęli się z deską, całkiem dobrze sobie radzili. Po krótkim popołudniowym odpoczynku ci, którzy dysponowali zapasem sił wyjechali sprawdzić się na innym stoku narciarskim. Natomiast ja z Sandrą, Olą, Mateuszem i Pawłem zostaliśmy w ośrodku, gdzie spędziliśmy popołudnie na rozmowach i wspólnym śpiewie. Wieczorem stały element dnia czyli kolacja oraz Msza Święta. Po takim dniu jak dobrze pamiętam wszyscy zasnęliśmy dosyć wcześnie.
Trzeci dzień to oczywiście stok. Zaprawieni pojechali do Jurgowa. Adam i Mateusz podjęli się próby nauczenia mnie, Oli i Sandry Jazdy na nartach. Jak się okazało Sandrze idzie nie najgorzej.. Oli podobno lepiej na desce.. co do mnie- lepiej to przemilczeć. Pozostałą cześć dnia spędziliśmy na spacerze na Wiktorówki, gdzie mocno wbiła się nam w pamięć ściana śmierci upamiętniająca ofiary gór. Wieczorem urządziliśmy krótki maraton filmowy. Poważnie i zabawnie- Chłopiec w pasiastej piżamie i Epoka lodowcowa. Był to niestety ostatni dzień w zimowej aurze.
W niedzielę na zewnątrz przeważał silny wiatr i bardzo śliski, jak przekonali się chyba wszyscy na własnej skórze, lód. Po Mszy Świętej i spotkaniu na pogaduchach, wyjechaliśmy do Zakopanego, gdzie podziwialiśmy budowlę skoczni narciarskiej i krótko spacerowaliśmy. Powrót był nieunikniony. Zimowisko naprawdę się udało! Ogrom dobrej zabawy, moim skromnym zdaniem.
aktualność: Kiedy to już było..
ul. Św. Jana 5a
34-143 Lanckorona
(33) 876 35 77
parafia@lanckorona.pl
parafia.lanckorona.net
Numer konta: 13 8119 0001 0011 6310 2000 0010
Projekt i wykonanie net2me.pl